Moze ma racje,wiadomo ,ze wyższe studia bardzo pomagaja w zyciu,ale nie wariujmy na tym! W mojej pracy pracuje dzieewczyna,ktora ma studia,ma tez jakies kursy,a jakos nie moze znalesc pracy w tym wczym sie kierowala na studiach. Niby tylko po znajomosci moze dostac sie tam gdzie chce.Nie,zebym sie tlumaczyla,ze nie robiac studii to i tak cos osiagne,ale wierze w swoje ambicje,ze jednak zajde wysoko.
Ale wkurza mnie gadanie tesciowej! Czasem czuje sie tam taka mała,głupiutka...:-(
Ten moj wie,ze jego mama zle postepuje,nawet z nia rozmawial,ale jego mama twierdzi,ze studia to jest COŚ. Bez studi nie ma sie NIC.
Ten moj ma siostre,ktora oczywiscie ma studia ale ma prace dosc meczaca,gdy wraca do domu nie ma na nic sile,a zarabia nawet mniej niz ja.Tyle ,ze ona sie buduje,ma meza,ktory ma bogatych rodzicow i oni im pomagaja.Ale tesciowa sadzi,ze to dzieki ich wyksztalceniu im sie powodzi..
Ja na ogol milcze gdy ona gada,ze wyksztalcenie to bilet na bogactwo,ale boje sie,ze kiedys nie wytrzymie,i wypowiem takie slowa,ze ona mnie znienawidzi.Znam siebie,i wiem,ze potrafie powiedziec o jedno slowo za duzo,wiec siedzie cicho.Ale ile mozna?