Jest się z facetem jakiś czas, dość długi czas i nie ma takiego czegoś, że Ty i Twoja osobowość formujecie się bez jego udziału. Wszystko co się razem robi wpływa na to jaka się staję. Jeśli przez miesiąc gotuję mu obiad i on przez miesiąc mówi, że pozmywa i zmywa, to chyba oczywiste że się do tego przyzwyczajam. Hm... Jeśli w łóżku od samego początku wspólnych nocy to on zawsze nadaje rytm i przejmuje inicjatywę, a ja czuję się przy nim jak hołubiona księżniczka, której każdy fragment ciała ma słodki smak, a więc pasuje mi to, to dlaczego on - sam przyzwyczaiwszy mnie do tego, złości się że nie przejmuje inicjatywy? Nie chodzi mi tu o seks i o tą całą inicjatywę. Racja, czasem mogłabym i będę ją przejmować. Chodzi mi o to, że oni sami nas przyzwyczajają do pewnych czynności, a potem nagle budzą się z pretensjami...