dziewczyny...
niedawno poznałam chłopaka...
jest ode mnie 4,5 roku starszy.
ja skończyłam 15 a on skończy 20...
najpierw spotykaliśmy się,opowiadaliśmy sobie dowcipy,razem oglądaliśmy filmy i trzymaliśmy się za ręce
poprosił mnie o chodzenie,zgodziłam się od razu.
pokochałam go i on mnie też.
zakochałam się i chyba z wzajemnością.
pewnego razu gdy zadzwonił do mnie rano powiedział że ma niespodziankę,że nie ma rodziców i ma coś dla mnie.
odpowiedziałam że nie mogę się doczekać ale niech da mi się wyspać.
poszłam do niego od razu po przebudzeniu i ubraniu się.
siedzieliśmy przy muzyce i on spytał mnie czy zrobię to z nim,że tak mnie kocha że chce oddać całego siebie...
powiedziałam mu "wiesz że Cię kocham,i nie oddam Cię nikomu ale jest jeszcze za wcześnie,jestem za młoda i boję się".
on wstał,pocałował mnie i powiedział "musisz mi kochanie dać dowód miłości,jeśli nie dasz mi ... zostawię Cię,skąd mam wiedzieć że mnie kochasz? a więc do dzieła! masz tylko miesiąc kotku". uśmiechnął się i poszedł do łazienki...
nie wiedziałam co powiedzieć.
"zrozum mnie! jestem za młoda!? " krzyknęłam.
wkurzyłam się i wyszłam.
nie mogłam uwierzyć że ktoś kogo kocham,po prostu chce tylko seksu...
jestem tak załamana,nie wychodzę z domu,siedzę tylko i myślę...
może źle zrobiłam że nie dałam mu tego co chciał,czy to naprawdę jest dowód miłości?