Strona główna > Grupy > Dzieci > Czy mogę obciąć włosy...
Dzieci
Kochane maleństwa, nasze małe skarby.
Wychowanie i opieka nad dzieckiem, porady, rozmowy o dzieciach.




Czy mogę obciąć włosy 11miesięcznemu synkowi?

Ana
4 czerwca 2008
Słyszałam bardzo dużo zdań aby nie obcinacale jedna moja znajoma powiedziała że ona wierzy w Boga a nie w jakieś zabobony i to wszystko nie prawda nie wiem co robić:(

(?)
4 czerwca 2008
Obciąć włosy. Ja swojemu synowi obcięłam włoski, kiedy miał 7 miesięcy i jakoś wszystko jest jak najbardziej OK. A jeśli one już mu dokumentnie przeszkadzają, to już w ogóle...

pielegniarka86
5 czerwca 2008
Obcinanie włosów małemu dziecku jest korzystne dla niego ponieważ włosy szybciej rosną i są mocniejsze.Dziecku jest wygodniej i jak przyjdą upały będzie mu chłodniej.

(?)
5 czerwca 2008
a ja nie mam bobo, choć bym bardzo chciała, nie mówię, ze teraz, ale może kiedys bym chciała.

Moja siostra cioteczna, obcięła dziecku włosy, jakoś w czerwcu, tzn jakoś po 7 miesiącach po jego narodzeniu. Dziś Patryczek ma 5 lat i nic mu nie jest. :)

Ana, życzę zdrówka dla Was. Szczęściarze:*

(?)
7 czerwca 2008
Obetnij bo to stare przesądy nic nie warte.Co mają włosy wspólnego z całą resztą.

(?)
8 czerwca 2008
Pewnie że można xD buziaki pozdro

(?)
17 czerwca 2008
Pierwsze słyszę, że nie powinno sie obcinać włosy dziecku??
W wierze słowiańskiej nie obciało się synowi włosów do 7/8 roku życia! Ale chyba nie będziesz chciała urządzać postrzyżyn?? :)

wiedzmek
17 czerwca 2008
jest przesąd, ze dopiero po roku powinno się obciąć (jest i taki, który do roku każe nie stawiać dziecka przed lustrem, bo mu złe odbicie skradnie), w każdym razie ja sciełam chyba już w 10. miesiącu, a obecnie syn ma miesięcy 22.

Owsiana
28 maja 2010
Polecam lekturę... ;-)

Upszerin

Postrzyżyny żydowskiego chłopca

Deena Yellin

Niedawno zasadziliśmy z mężem drzewo. Podlewaliśmy je i zapewnialiśmy mu światło i pożywienie. Marzyliśmy o dniu, w którym osiągnie dojrzałość i będzie się wznosiło nad naszymi głowami. Ale gdy pielęgnowaliśmy naszą roślinę i patrzyliśmy jak rośnie, stało się coś niespodziewanego. My także zaczęliśmy się rozwijać i rozkwitać.

To drzewo to nasz trzyletni syn. I tak, jak prawo żydowskie wymaga, by rolnik nie zbierał plonów z nowo zasadzonego drzewa przez trzy lata pozostawiając je w darze dla B-ga, tak my pozostawialiśmy włosy naszego syna nietknięte.

Ostatnio świętowaliśmy jego upszerin, podczas którego po raz pierwszy obcięliśmy mu włosy. Chociaż z utęsknieniem czekałam na dzień, w którym nie będę musiała wojować z jego niesfornymi lokami, z niechęcią zbliżałam się do tego kamienia milowego. Upszerin, co dosłownie znaczy oderwanie/strzyżenie w Jidysz, oznacza początek formalnej edukacji żydowskiej dziecka. Ale także oznacza koniec jego wczesnego dzieciństwa.

Kiedy mąż pierwszy raz powiedział mi o przestrzeganiu tego zwyczaju w jego rodzinie, wysunęłam niezliczone argumenty. Chcę dziecko o wyglądzie cherubinka ze schludnie przyciętymi włosami i nie mam czasu na szczotkowanie długich, poplątanych kosmyków. Poza tym zwyczaj kłóci się z moją współczesną wrażliwością. Takie tradycje są bardziej odpowiednie u ultra-ortodoksyjnych Żydów w hermetycznych wspólnotach, w których wszyscy trzymają się zasad sztywnego odłamu judaizmu. Jak wytłumaczę jego wygląd? Wszyscy będą go brali za dziewczynkę.

Lecz byłam także zdumiona tym, jak tę tradycję podtrzymywały pokolenia rodziny mojego męża. To radosny wyraz wiary, która łączy przodków z potomkami w znaczący sposób. Żydowskie życie, jak to sobie uświadomiłam, jest czymś więcej niż przestrzeganiem serii zakazów i nakazów. To sposób na życie, który możemy uczynić bogatszym i dającym większe spełnienie poprzez spontaniczne akty, które ożywiają naszą religię. Postanowiłam, że kontynuacja tradycji musi zastąpić moje własne preferencje.

Podstawą upszerin jest werset Tory porównujący człowieka do drzewa. Tak jak drzewo wyłania się z maleńkiego nasiona by wyrosnąć wysoko i wydać owoce, tak małe dziecko rośnie w wiedzę by wydać owoce dobrych uczynków. Zatem, tak jak Tora wymaga, by rolnik nie zbierał plonów z nowo zasadzonego drzewa przez trzy lata i ofiarował jego owoce B-gu, tak tradycja mówi, aby nie ścinać włosów chłopcu.

Wiek trzech lat jest także punktem zwrotnym rozwoju intelektualnego dziecka. W pierwszych miesiącach życia mojego syna, widziałam niewiele owoców lub namacalnych przejawów moich wysiłków nad wychowaniem. Teraz jednak widzę plon świętości i wyniki jego nauki. Bierze aktywny udział w rytuałach religijnych recytując błogosławieństwa i modlitwy z żarliwością wystarczającą do zainspirowania ateisty.

Jednak przyzwyczajenie się do jego długiej czupryny trochę mi zajęło. Nie zgadzał się na noszenie kucyka ani kapelusza, więc nie mogłam ukryć jego rosnącej masy loków. Gdy przechadzałam się po mieście z moim hipiskiem, wszyscy mówili, jaką to mam śliczną córeczkę. Moi nowocześni i nieortodoksyjni przyjaciele byli zaszokowani tym, że ktoś taki jak ja podtrzymuje taką staroświecką tradycję.

Po jakimś czasie, podczas gdy mój syn rósł i rosły jego włosy, tradycja wrastała we mnie. Odnalazłam w niej piękno i sens i przyjęłam ją jako swoją własną. Gdy tłumaczyłam ten zwyczaj innym, większość uznawała ją za równie czarującą co ja. A jeśli tak się nie działo, zapewniałam ich, że jeśli mój syn wcześnie zaczyna z długim włosami, oszczędzi mu to noszenia długich włosów dla buntu, gdy będzie nastolatkiem. Kiedy obcy prawili komplementy na temat mojej córeczki, dziękowałam im i prezentowałam stan faktyczny z miejsca zmieniając mu pieluchę.

Wkrótce odkryłam, że nie byłam jedyną matką spoza Borough Park[1] , której syn przypominał dziecko-kwiat. Wiele rodzin z kręgu nowoczesnej ortodoksji przyjęło ten zwyczaj w ostatnich latach i znajdują one twórcze sposoby na jego obchodzenie. Niektóre podróżują do Cfat by obcinać włosy na grobie rabina Szymona Bar Jochai. Inne zabierają dziecko do jesziwy, gdzie wyśpiewuje mu się biblijne wersety.

Planowanie upszerin mojego syna było onieśmielające, bo nigdy na żadnym nie byłam. Na szczęście miałam przyjaciela z ruchu Lubawicz, Zalmana Shmotkina, który wyjaśnił mi wszystkie szczegóły. Podał nam wybór pięknych pomysłów, które zaadaptowaliśmy tak, by oddawały nasze osobowości. Dowiedzieliśmy się, że najlepiej obchodzić upszerin, w świętym miejscu i najlepiej, by włosy obcinał ktoś prawy. Odprawiliśmy je więc w naszej synagodze i pierwsze ciachnięcie przydzieliliśmy podziwianemu przez nas rabinowi. Do zwyczaju należy także maczanie palców dziecka w miodzie i umieszczenie ich na hebrajskich literach, by przynieść do domu słodycz nauki. Zamiast tego mieliśmy lizaki w kształcie Tory, tort z Torą na czubku i muzyka grającego muzykę hebrajską.

Nasz rabin przemawiał z wielką swadą, ale mój syn, ubrany w spodnie w kratkę i podkoszulek do kompletu, przyćmił całą resztę. Stanął na krześle i zaśpiewał Tora Ciwa Lanu Mosze na całe gardło, tak jak śpiewał facet z reklamy piwa. Nasz rabin dokonał pierwszego cięcia dokładnie w tym miejscu, w którym, jak ogłosił, mój syn kiedyś umieści swoje tefilin. Zacisnęłam powieki, na wpół oczekując, że usłyszę taki sam płacz jak podczas bris (obrzezania), które wciąż się wydaje wczorajszym wydarzeniem. Ale gdy spojrzałam na syna, uśmiechał się. Jedyne łzy leciały z moich oczu.

Odcinając jego dziecięce loki, symbolicznie odcinaliśmy go od mojej pępowiny i popychaliśmy go w stronę dorosłości. Patrzyłam, jak nożyczki były przekazywane od rabina do naszych rodziców i przyjaciół i poczułam jak moje dziecko oddala się od bezpieczeństwa mojego łona ku większej społeczności.

Gdy wszystko się skończyło, utworzyliśmy koło wokół syna i zatańczyliśmy. Był zachwycony swoją nową fryzurą, wykończoną przez zawodowego fryzjera. Zaglądając do lustra, ogłosił Jestem mężczyzną!

Większość rodziców zatrzymuje odcięte włosy dla przyszłych pokoleń. My oddaliśmy je na szczytniejszy cel. W dzień po upszerin, wysłałam złote loki syna do Locks for Love, organizacji robiącej peruki dla dzieci, które straciły włosy przez raka. Świadomość, że ktoś inny odniesie korzyść z upszerin mojego syna bardzo podnosiła mnie na duchu.

Przez kilka kolejnych dni, cały czas wpatrywałam się w syna, który nagle wyglądał na starszego. Mojego dzidziusia już nie było, zamiast niego był już większy chłopak. Przysięgałam, że będę się delektować jego nowym etapem rozwoju zapamiętując jego wygłupy i robiąc mu zdjęcia. Ale przewidywałam też przyszłość: mniej buziaków, trzymania za rączkę i bajek na dobranoc.

W końcu on zasadzi swój własny ogród i wyprowadzi się z naszego domu do swojego własnego. Cisza i spokój, którego pragnęłam, gdy się urodził powróci szybciej niż się spodziewałam. Czasem chciałabym żeby człowiek bardziej przypominał drzewo