Odgrzeję temat, bo nie do końca albo wcale się nie zgadzam.
Bez urazy, ale to chyba najgorsze sposoby. Powoływanie się na sytuację rodzinną to trochę żebranie, że już nie wspomnę, że interesowanie się przez szefa naszą sytuacją rodzinną jest troszkę w złym guście. Z kolei powiedzenie, że masz za mało obowiązków i pijesz kawę to doskonała argumentacja, żeby tejże podwyżki nie dostać. Podkreślałabym raczej swoje zasługi, a nie ich brak.
Swoją drogą to co wypada, a co nie wypada, czyli savoir-vivre w pracy to bardzo ciekawe zagadnienie. Czytałam o tym książkę ostatnio i to zaskakujące ile może zdziałać ton naszej prośby, albo nasza mowa ciała, żeby przekonać szefa do słuszności naszej prośby. ;)