Strona główna > Grupy > Ślub > ... i że Cię nie opuszczę aż do...
Ślub
Ślub, wesele, poprawiny, przygotowania itp
Wszystko co dotyczy tej pięknej ceremonii.




... i że Cię nie opuszczę aż do śmierci.

(?)
2 marca 2008
Wszyscy znamy ten tekst kończący małżeńską przysięgę. Ale czy zastanawiamy się nad tym co on dla nas znaczy i jakie są tego konsekwencje życiowe. Standardowa interpretacja, o której nam wszyscy mówią jest taka, że tylko wtedy kończy się ta przysięga gdy człowiek umiera.

(?)
2 marca 2008
konsekwencje sa dokladnie takie jak mowi przysiega, roznego rodzaju przysiegi sa po to by je dotrzymywac, inna sprawa jest to, ze by dotrzymac tej wlasnie przysiegi musi byc spelniony jeden warunek, milosc. Bez tego niestety nie da sie tej przysiegi dopelnic szczerze i z woli, bo czy pozostanie z kims bez milosc, a z przyzwyczajenia, strachu, ze wzgledu na dzieci jest uczciwe? Zycie nie sklada sie tylko z dobrych chwil, sa w niej takze i te zle i gdy nie ma prawdziwej, uczciwej milosci, a jest tylko przyzwyczajenie, wtedy bardzo trudno dochowac tej przysiegi i wielokrotnie jej nie dotrzymujemy, Druga sprawa jest tez mylenie milosci z tymczasowym zauroczeniem, badz wygasniecie milosci poprzez jej niepielegnowanie. Dla mnie osobiscie tej przysiegi nie powinno byc z tego wzgledu, ze ma ona dawac poczucie bezpieczenstwa i jest wyrazem bezgranicznej milosci, a tego niestety nie mozemy nigdy gwarantowac, bo roznie sie w zyciu ludziom uklada i niejednokrotnie przysiega ta jest kara, nie nagroda. Bo jak mozna wymagac dotrzymania tej przysiegi np od zony, ktora maz maltretuje fizycznie, czy psychicznie?

(?)
2 marca 2008
Zawsze sie zastanawialam czy bylabym w stanie powiedziec to komus.I w sumie nadal sie nad tym zastanawiam.Szczegolnie gdy widze,ze wszyscy na okolo sie rozstaja.Po roku,po 6 latach ,po 20... Pomimo tego,ze zarzekali sie ze beda kochac do konca zycia.Nie znam gotowego przepisu na szczesliwe zycie i kochanie az do smierci.Jedyne co mi do glowy przychodzi to "starac sie".Bo nei mozemy wplynac na drugiego czlowieka.Mozemy jedynie sami starac sie kochac do konca zycia.Byc wiernym,szczerym,pomagac zawsze,sluchac,rozmawiac...I w koncu gdyby kazdy tak myslal ,ze "pewnie i tak nie bedziemy zawsze razem" ,to powiedzcie po co by bylo wszystko zaczynac? ;) Moim zdaniem to "...i ze Cie nie opuszcze az do smierci" to swego rodzaju nadzieja.Nadzieja,ze to akurat my jestesmy Ci wyjatkowi ktorzy beda ze soba razem na dobre i na zle do konca swiata i jeden dzien dluzej.A jak wiadomo sa ludzie ktorzy maja nadzieje cale zycie , a sa tacy ktorzy ta nadzieje traca po jakims czasie.Wazne jest tylko to,ze gdy wypowiada sie te slowa,wierzy sie w to calym sercem.Szczerze.

(?)
3 marca 2008
Biorac z kims lsub trzeba byc pewnym ze chce sie z nim byc na dobre i na zle do konca swoich dni :)

sha
3 marca 2008
Ja to zawsze traktowałam jedynie jako deklarację dobrych chęci .. a ogólnie jest to cześć ceremonii kościelnej, gdzie - zauważmy - jest bardzo dużo patosu, wielkich słów i determinacji :)

Osobiście, nie chciałabym brać ślubu kościelnego również z tego powodu ...

czarnulka1724
3 marca 2008
no właśnie... niektórzy przysiegają w obliczu Boga a później odpierdzielają...

(?)
4 marca 2008
byc moze kiedys uwierze ze mozna byc z kims do konca swych dni....bo jak narazie widze tylko to ze ludzie sie rania,odchodza...wiec po co brac slub....zeby sie rozwiesc?

(?)
4 marca 2008
jest to paradoksalne...bo tak naprawde jak kazda dziewczyna mysle o tym wielkim dniu...ale sa takie czasy ze niestety moja wiara jest nadszarpnieta

(?)
6 marca 2008
A ja już bym chciała wypowiedzieć te słowa :)

czarnulka1724
15 marca 2008
chciałabym jak najszybciej wypowiedzieć te slowa...