Mam problem natury moralnej... Chodzi o to, ze bylam z chlopakiem prawie 4 lata i to wlasnie byl ten facet z ktorym stracilam dziewictwo.. Nie jestem swietoszka i nie twierdze ze dziewictwo nalezy zachowac do slubu, ale tez nie uwazam ze cnota nalezy szastac na lewo i prawo. Zdecydowalam sie na ten krok, bo bylam pewna ze to bedzie ten Jeden Jedyny, juz na cale zycie i ze slub z nim to tylko formalnosc, wiec co za roznica czy zrobimy to teraz czy po zalatwieniu tej formalnosci? Tylko ze sie wlasnie niedawno rozstalismy... a ja go nadal kocham.. chcialabym do niego wrocic, staram sie jak moge. wprawdzie minelo dopiero 2,5 miesiaca od rozstania, ale ja juz czarno widze szanse na powrot.. on ma nowa laske, szybko sie pocieszyl... a mnie szlag trafia ze nawet jakbysmy do siebie wrocili, to mialabym poczucie, ze ja przez ten czas zylam w celibacie a on [pii...] inna!! (dodam ze nasz pierwszy raz byl pierwszym zarowno dla mnie jak i dla niego, razem zdobywalismy pierwsze doswiadczenia)