Wczoraj były walentynki, a ja mam chandrę przez faceta. Spotykamy się od ok. 4 miesięcy, do tej pory było bardzo miło. Obydwoje mamy swoje życie, pracę, ale to nie przeszkadzało być nam blisko, choć bez narzucania się. On dużo podróżuje służbowo, ale to nie jest problem, ja też mam dużo na głowie. Po raz ostatni widzieliśmy się ok. 3 tygodnie temu. Później on wyjechał, obiecał, że odezwie się jak wróci i sytuacja w pracy się uspokoi. Przez kolejny tydzień się nie odzywał, mimo że zwykle interesował się co u mnie.W końcu napisał, że ciągle gdzieś jeździ i jeszcze to potrwa jakiś czas. Później to ja pisałam, on odpisywał. A teraz zamilkł. Czy można mieć aż tyle zajęć, żeby nie napisać smsa do osoby, z którą się sypia? I znów powraca dylemat niczym ze szkolnych czasów, napisać czy zaczekać? Roztrząsanie jak on to odbierze wydaje mi się śmieszne. Ale chyba jestem też trochę staroświecka i chciałabym, żeby ktoś raz na jakiś czas o mnie zadbał. Może znajdzie się tutaj jakaś dobra rada?