nie wiem od czego zacząc.
od dwoch lat mam faceta,ogolnie uklada nam sie itd. Chociaz minely te motylki w brzuszku,ale jest dobrze.Razem mieszkamy,wiec mamy sie na codzienn.
Ale pojawil sie inny..
Tzn.pracuje w firmie,na dwie zmiany,przewaznie mam zmianie z kolegą Marcinem.Ale tez mam z taka Izą,i ona mi "zamotała w głowie".
Marcin to facet pewny siebie,i mowi to co mysli,np.kupilam sobie kiedys bluzke,a on do mnie mowi" Maryśka brzydko ci w tej bluzce". A ja sie nie obrażam,bo wiem,ze mowi to w dobrej inetncji.
Ogolnie mamy dobry kontakt,czest sie smiejemy i wogole... Nie raz mi tez,mowil, kto mu sie podoba,itd.
Traktuje go prawie jak przyjaciela,ale ostatnio cos sie mi odmienilo...
Kiedys Iza powiedziala mi,ze pasowalabym do Marcina,a ja na to,ze "oszalała",aona,ze nie,ze bysmy swietny zwiazek mieli,i powiedziala,ze kiedys z Marcinem gadala o mnie,i mu tez to powiedziala,ze by pasowal do mnie a on na to powiedzial,ze wie. I niby przez chwile byl zamyslony i powiedzial takie słowa "Ale Maryśka ma juz faceta",a Iza na to " To co",a on "Jak to co? Nie,nie tak nie można"
Temat sie zamknąl.
Gdy mi to powiedziala o ich rozmowie,cos zaczelo mnie serce kłuć...
Zaczelam raz dziennie myslec jakby to bylo z Marcinem...Muszr przyznac,ze potrafi mnie do łez on rozweselic... Nie to co ten mój.
Zaczelam tez patrzec uwazniej na Marcina,jak sie zachowuje jak mowi do mnie,ale nie zauwazylam aby cos on do mnie miał,raczej trakutje mnie tak samo jak innych...
Co o tym sadzicie?
Olać tą rozmowe? dac sobie spokoj?
Nie wiem co robic....
Codziennie mysle o nim....