Witam, mam 21 lat, od ponad 1,5 roku jestem z chlopakiem, z ktorym jednak za czesto sie nie widuje - jestem na studiach, 200km od niego, do tego pracuje w weekendy. Nie mowie, ze jest zle, ale ten nasz ogien nieci wygasa. Przez wakacje mieszkalam u niego, rowniez pracujac. W pracy poznalam naprawde milego mezczyzne, ma 26 lat i jest niezwykle zyczliwy i, co tu duzo mowic, rycerski - tylko takie slowo mi do niego pasuje. Na poczatku nawet nie myslalam o nim jak o kims wiecej, stalismy sie dobrymi przyjaciolmi przez to lato, jednak pozniej nasze drogi rozjechaly sie - on rowniez jest studentem i to jeszcze dalej, bo 300km ode mnie. Jednak przez te cale pol roku utrzymalismy bardzo dobry kontakt, choc tylko przez internet, to stalismy sie jeszcze bardziej bliscy, nawet do takiego stopnia, ze ja mowilam mu o swoich problemach z chlopakiem, a on zwierzal mi sie z nieudanych prob znalezienia dziewczyny. W grudniu przyjechal wreszcie w odwiedziny na pare dni, przez caly czas mielismy swietna zabawe, choc zadne z nas nie probowalo niczego wiecej. Dopiero w ostatnia noc alkohol nieco zostal przedawkowany i pocalowalismy sie. Na drugi dzien bardzo przepraszal, ale w koncu przyznal, ze jestem dla niego swietna przyjaciolka, jednak nie mialby nic przeciwko, gdyby cos miedzy nami zaiskrzylo. Odpowiedzialam mu, ze ja prawdopodobnie czuje to samo, jednak mam chlopaka, i mimo ze nie jestem juz z nim zbyt szczesliwa, musze z nim najpierw porozmawiac.
Tak tez sie stalo, bylam gotowa zerwac z moim obecnym chlopakiem, kiedy on zdal sobie z tego sprawe, zmienil sie nie do poznania... i stanelo na otwartym zwiazku. Nie minal tydzien, jak pojechalam w odwiedziny do mojego przyjaciela.
Tym razem juz calkiem nie ukrywal, ze mu na mnie zalezy. Powiedzialam mu otwarcie jak sprawa z moim chlopakiem stoi, zastrzeglismy wiec sobie, ze po prostu zobaczymy jak bedzie, jesli po prostu troche sie z tym powyglupiamy, bedzie to plus dla nas i tyle, ale nie chcemy zepsuc naszej przyjazni. Rzeczywiscie, spedzilismy razem najlepszy weekend mojego zycia, rowniez w lozku i zegnalismy sie z trudem.
Jednak przez caly ten czas nawet nie wspomnielismy 'co dalej'.
Dzis rozmawialismy po raz kolejny przez internet, odwazylam sie go zapytac, co z nami bedzie.
Odpowiedzial, ze nie wie, ale nie chcialby zaczynac zwiazku na odleglosc, bo boi sie,ze nic z tego nie wyjdzie. Dodal, zgodnie z prawda, ze jestesmy zbyt zajeci i wcale nie mielibysmy czasu, zeby sie widziec, a to by wszystko zepsulo. Kiedy mu przytaknelam, zaproponowal, zebysmy pozostali bliskimi przyjaciolmi.
Zgodzilam sie na to, jednak serce mnie kluje, czuje, ze dla mnie to juz nie jest tylko przyjazn i ze za bardzo za nim tesknie. Juz teraz jestem tez zazdrosna o jakakolwiek dziewczyne, ktora by znalazl,tym bardziej, ze zdaje tez sobie sprawe, ze on chcialby powaznego zwiazku, a nie przelotnego flirtu.
Czuje sie zla na siebie, ze zgodzilam sie na pozostanie przyjaciolmi bez zadnego zajakniecia i nie wiem JAK oraz CZY dac mu do zrozumienia, ze licze na cos wiecej.
Jak juz mowilam, mialam juz zwiazek na odleglosc, w sumie nadal mam, choc nie wiem na jak dlugo, wiec wiem jak to jest, ale nadal chcialabym tego, pomimo,ze zadne z nas nie skonczy studiow przynajmniej przez najblizsze 2-3 lata.
Chcialabym potrafic o nim zapomniec i po prostu byc z moim obecnym chlopakiem i go nie ranic juz wiecej... ale to jest tak trudno :( Naprawde nie mam pojecia, co zrobic.