Kilka miesięcy temu poznałam fantastycznego mężczyznę. Od czterech miesięcy nasza znajomość zaczęła się zacieśniać. Zaczęliśmy się spotykać. Okazało się, że odpowiadamy sobie pod wieloma względami, nawet zaczęliśmy być dla siebie wsparciem. Byłam szczęśliwa, do czasu, kiedy dowiedziałam się, że nie mam co wyobrażać sobie, iż jestem jego dziewczyną! Traktuje mnie 'oficjalnie' jako kochankę, nic więcej. Jakieś przeszkody? Tylko jedna: mocne postanowienie pozostania singlem. I może jeszcze jedna: z natury jest okropnie niezdecydowany.
A ja czuję się nikim. I boli mnie to. Nie wiem czego od niego oczekiwać, nie umiem nic planować...
Czasem mam ochotę przycisnąć go do ściany, żeby wyrzucił z siebie: 'nie, nie chce z Tobą być' albo przeciwnie, żebyśmy byli razem. Ale nie chcę go wystraszyć.
Któregoś dnia tak delikatnie nastraszyłam go, że może w jakimś odstępie czasu już nie będziemy się spotykać. Zareagował zaskoczeniem, wręcz był lekko przerażony. Ale mimo to nie chce używać 'mocnych' słów.
Co radzicie?