Strona główna > Grupy > Antykoncepcja. > Czy tabletki antykoncepcyjne...
Antykoncepcja.




Czy tabletki antykoncepcyjne oznaczają śmierć dla popędu, pożądania? Co poza nimi?

agus
12 stycznia 2009
W moim przypadku na pewno w pewnym stopniu, choć zdaję sobie sprawę, że są tez inne czynniki.

Po pierwsze charakter osoby i temperament. Ja tu pewnie trochę zaprzeczam sama sobie, bo jestem osobą z dużym temperamentem, tyle, że.. w tym aspekcie życia jakby mniej, ale może właśnie przez tabletki? Sprecyzuję - to zależy od temperamentu w łóżku.

Poza tym potrzeby i sposoby na ich zaspokajanie. Dla mnie bardzo ważne jest masowanie pleców przez mojego mężczyznę - boskie 15-20 minut, po których czuję się maksymalnie odprężona, zrelaksowana. Nie towarzyszy mi takie uczucie po przygodach w łóżku.. Myślę, że akurat w moim przypadku ten rodzaj pieszczot zaspokaja większą część moich potrzeb "cielesnych". Choć jest wiele aspektów seksu które dają mi ogrom przyjemności, ale to są inne przyjemności. W pewnym sensie bardziej się "wyżywam" niż relaksuję..

agus
12 stycznia 2009
Kontynuując..

No i skoro staramy się te 3-5 razy w tygodniu pobaraszkować (bardziej z uwagi na potrzeby mężczyzny) to ja po prostu nie mam kiedy zatęsknić, zapragnąć w taki naturalny, zwierzęcy, chemiczny sposób. Pragnę, jak najbardziej, idę do łóżka z uśmiechem i radością i dobrze się tam oboje bawimy, staram się, urozmaicamy spędzany czas, ale.. To nie wynika z pożądania, jakie miało miejsce kiedyś, zanim zaczęłam brać tabletki (choć wtedy byliśmy też sobą bardziej zauroczeni, bo to były początki naszego związku).

Na szczęście nie jest ze mną tak źle ;)
Naszym sposobem jest poza grą wstępną również oglądanie filmów czy moje własne pieszczony.. Poza tym.. kiedy się już kochamy, to przychodzi taki moment, w którym rozerwałabym go na strzępy, zchrupałabym go takim jakim go Pan Bóg stworzył.. Oksytocyna w pewnym momencie zaczyna robić swoje..

agus
12 stycznia 2009
Kontynuując..

Problemy pojawiają się, kiedy nie mam ochoty, albo źle się czuję, a on nastawiał się, że wieczorem pójdziemy do łóżka wcześniej i tak rozbudował w sobie oczekiwania, że wieczorem okazuje się, że jest problem, który czasem potrafi się skończyć kłótnią, jeśli ja nie odpuszczam.. Jak pomóc facetowi zrozumieć, że chcieć, to nie znaczy musieć??

No i co mogę jeszcze zrobić, żeby mieć na to ochotę tak, jak potrafi mi przyjść ochota na kawałek czekolady, czy inne smakołyki?? Zdaję sobie sprawę, że wspomniany powyżej problem tez wynika z jego poczucia, że mi nie zależy, przesadzonego odczucia, ale jedna wynikającego z różnic w potrzebach..

A może za dużo od siebie oczekuję? Co o tym myślicie?