Strona główna > Grupy > Hyde Park > "Teraz będę chciał częściej...
Hyde Park
O wszystkim bez ogródek ;)




"Teraz będę chciał częściej wychodzić z domu"

Agulkap
24 kwietnia 2008
...tak mówi mąż do żony która jest na skraju wyczerpania,która jest załamana tym ,że nie potrafimy sie zrozumiec,bo ja chcę więcej czasu spędzać z mężem,mamy rocznego synka juz kiedys pisalam-"co zrobic gdy mąż okazuje znudzenie"myślałam,że będzie lepiej ale jest coraz gorzej,on potrafi isc spac podczas gdy ja jestem wykonczona psychicznie i chcę z nim rozmawiać,powiedzialam krótko,musisz wybrac albo małżeństwo albo luz odp.,że to i to,tak przez dwa dni juz mówimy o tym samym nie mam juz sił,z bolącym sercem powiedzialam,ze w takim razie nie chcę z Tobą byc daje Ci luz,ale on nie czuje sie w ogóle winny,uważam ,że on mnie już nie kocha,ale nie potrafi mnie zostawic ze względu na naszego synka,biedny mój malutki :((( oh ! błagam o mądre rady ,pomóżcie mi !!! bo boje sie,ze moge sobie zrobic krzywde :(

(?)
24 kwietnia 2008
moze pomysl o wyprowadzeni sie z domu na pare dni np.do rodzicow...moze maz wtedy zateskni i zrozumie co moze stracic...

(?)
24 kwietnia 2008
Kochana!!! Ciężko jest mi coś Ci poradzić! Nie załamuj się, weź się w garść dla synka. On wyczuwa Twój nastrój. A mąż no cóż. Nie każdy facet dorasta szybko do bycia ojcem i mężem, czasu trzeba. Spróbuj zacząć to olewać, bo lepiej, żebyś Ty czuła się lepiej, niż tworzyć rodzine, która nie daje wsparcia. A sobie nie waż się nic robić!!!! Co wówczas z Twoim dzieckiem, skoro jego tata jest jeszcze mentalnie gówniarzem!!!

(?)
24 kwietnia 2008
Cześć przyłączę się do rady Krysi jeżeli masz możliwość zniknij z jego życia na kilka dni. Weź dziecko i jedź do rodziców albo jakiejś koleżanki. To mu napewno da do myślenia. Ale ważna jest też szczera rozmowa. Musisz mu powiedzieć co Cię boli. Jeżeli nie chce rozmawiać to napisz list. I wyjeżdżając zostaw go na stole.

(?)
24 kwietnia 2008
Ja miała kryzys w związku w ciągu pierwszego roku życia mojego dziecka. Siedziała ciągle z małą i babcią. Po 9 godzin na dworzu, czy wiało, czy padało (moje dziecko nie spało wogóle w domu), nikt mnie nie odwiedzał, z nikim pogadać, a mój na mecze chodził, na koncerty, spotykał się z kumplami, dużo pracował. A na spacer był za bardzo zmęczony... bolało jak cholera, nic nie dało się zrobić... ale przeżyłam, bardziej dla tego, że nie chciałam żeby ludzie gadali, ze mi nie wyszło. Teraz jest wspaniale, jest świetnym ojcem i mężem, zaraz stuknie nam 10 lat bycia w związku. Poczekaj... niech łazi gdzie chce, na siłe nic nie uratujesz!! Jak macie być razem, będziecie!

(?)
24 kwietnia 2008
Musisz też zmienić swoje nastawienie do życia. Włączyc go w opiekę nad dzieckiem. Tobie też należy się chwila odpoczynku. Oddechu

(?)
24 kwietnia 2008
Skoncz sie nad soba i swoim zwiazkiem uzalac, znajdz sobie jakies zajecie, poswiec sie pracy charytatywnej, zagospodaruj swoj czas zebys sie nie nudzila i nie przychodzily Ci do glowy glupie mysli, facet to tez czlowiek, po pracy wracajac do domu chce wracac do azylu, a nie wiecznie gderajacej i narzekajacej zony, ze poswieca jej za malo czasu, ze juz chyba jej nie kocha i tak mozna gderac non stop, malzenstwo i dziecko to nie wieczna sielanka, to obowiazki i ciezka mozolna praca nad tym by zycie nie stalo sie pieklem, usiadz i dobrze sie zastanow dlaczego maz okazuje znudzenie i czy tylko on jest temu winny, tez ma prawo czuc sie zmeczony, chce chwili spokoju, odprezenia, a ma co? wiecznie gderajaca zona, ktora lapia schizy bo nie wie co ma zrobic z wlasnym zyciem
powodzenia

(?)
24 kwietnia 2008
Ja nie wiem co poradzić,codziennie dziękuje że mam takiego męża bo w naszym małużeństwie to ja jestem ta gorsza strona,ale mam tego świadomość i nigdy złego słowa o mężu nie powiem.

(?)
24 kwietnia 2008
Nie czekaj na rozmowe z mężem tylko udaj się o psychologa on Ci podpowie co jest nie tak w waszym związku.Możesz też tutaj poplotkować z nami o swoim problemi i potrzebach,ja tutaj widze coś głębszego co narasta w Tobie a nie ma żadnego ujścia.

Agulkap
24 kwietnia 2008
w mojej głowie jest pytanie,dlaczego ja w tym czasie gdy on gdzies chce isc,potrafie siedziec w domu opiekując sie dzieckiem? tak naprawde zaczynają mi się otwierac oczy,on nie okazuje w ogole uczuc,ja mu cały czas nie truje,ale się wypalam bo ja mam inną naturę,to zawsze ja wychodzę z inicjatywą,w pierwszą rocznicę slubu nic nie wymyslił,więc zaproponowałam chociaż pizze ,ale to jest takie gadanie,często zmienia zdanie,ostatnio dowiedzialam sie,ze zagrał by w filmie pornograficznym za jakąś tam kwotę,po to zeby bylo nam lepiej,więc cos tu jest nie tak,gdy zdenerwuje mnie do tego stopnia ,ze ide do kuchni i trzaskam potrafi przyjsc i mną potrząsnąć orza powiedziec,ze jestem pi[***]nięta muszę sie isc leczyc.....................wiele by pisac czuje ,ze w jego glowie jest przeciąg,w towarzystwie malo kiedy sie odzywa,ale jakos tam gdzie mnie nie ma czuje sie ok.twierdzi ,ze w domu to normalnie się jąka,ze on nic nie moze ,a ja moge ?!!!!? kumple jakos mogą zony im pozwalają itd .itp w tym tylko,ze wiedzialam na co sie godze idąc przed ołtarz ale on chyba nie :(((

(?)
24 kwietnia 2008
sorrki, ale cos mi sie wydaje, ze nie wiedzialas na co sie godzisz idac przed oltarz, bo albo kompletnie nie znalas tego czlowieka, albo wyobrazalas sobie, ze po slubie sie zmieni i bedzie sielanka, potrzeba Wam powaznej, spokojnej rozmowy, najlepiej gdyby w tym czasie mogl ktos zajac sie dzieckiem, a Wy bedziecie mozliwosc byc sami, niech ta rozmowa nie wyglada jak jazgot z trzaskaniem drzwiami, talerzami itp bo tak sie dorosli ludzie nie zachowuja, konkretna rzeczowa rozmowa, co chce, czego oczekuje i co trzeba w zwiazku zmienic i nie ma to byc monolog, druga strona tez ma brac w tym udzial, a Ty ja wysluchac i szukac wspolnego kompromisu

poza tym znow wyrzut w Twoim poscie bo dlaczego ja to, a on to, a dlaczego sie nie zastanawiasz, co jest tego powodem, ze nie umiesz zaiteresowac meza obowiazkami domowymi, soba, dzieckiem, spedzaniem czasu razem, samymi wyrzutami sprawy nie zalatwisz, przeciez nie zawsze tak bylo skoro sie zdecydowaliscie na wspolne zycie i powolanie na swiat potomka, wiec gdzies jest pies pogrzebany, co sie takiego stalo, wydarzylo, ze wszystko nagle sie zmienia, gdzies zaczelo sie psuc, nie zauwazyliscie tego i brniecie oboje w droge do nikad

(?)
24 kwietnia 2008
Czyli wspólnie nie potraficie dojść do żanego sensownego wyjścia?Ty swoje on swoje,ale czy zawsze tak było?Przypomniej sobie dawniejsze czasy i wasze relacje wtedy,potem się zastanów co się stało że tak się między wami zmieniło.Może jest jakieś proste wytłumaczenie,jeśli nie to psycholog ja tak sądze,Ty podejmiesz swoją decyzie.

Agulkap
25 kwietnia 2008
wredotko,najwyraźniej mam inne zasady w zyciu,na pierwszym miejscu jest dla mnie Bóg,rodzina,obowiązek,na koncu przyjemność,on poprostu nie daje mi tego czego oczekuje,a duzo nie chce,dopiero teraz wychodzi z niego prawdziwe ja.Wczoraj rozmawialiśmy już na spokojnie i wiesz co mi powiedział,że mam racje rodzina jest najwazniejsza,przyznał się ,ze kumpel mu podpowiedział,zeby w ten sposob do mnie podszedł,bo w jego związku tez na poczatku byla awantura przez miesiac,a potem juz jakos sie pogodzili ale i tak ten koles robi to co chce,mój mąż jest jeszcze dzieciakiem i musi dojrzec.

(?)
25 kwietnia 2008
Bardzo się cieszę że rozmawialiści. Ale mąż twój naprawdę musi być jak to określiłaś dzieciakiem. rozmawiajcie częściej na spokojnie i postaraj sie dysretnie nim kierować. Niech spostrzeże że takim postępowanie tylko pogorszy sprawę

(?)
25 kwietnia 2008
ok, mozecie mnie za to zlinczowac co napisze, ale po cholere zakladacie rodzine skoro Wasi partnerzy to jak piszecie jeszcze dzieci i musza dojrzec? pozniej, rozczarowania, zale i ciagla walka, po co? przciez czlowiek nie dojrzeje w miesiac, dzien, tydzien, to moze trwac latami i nie stac sie w ogole, co to za satysfakcja, ze partner jakos sie z tym pogodzi? miec rodzine musza chciec obie strony i calkowicie byc tego swiadomym, ze z chwila jej zalozenia wszystko sie zmienia, ze to juz nie tylko zabawa i same przyjemnosci, ale i pewne zobowiazania, obowiazki, nie sztuka zalozyc rodzine, powolac na swiat potomka, sztuka by obie strony byly do tego przygotowane i dojrzale by to zrobici wspolnie na swoich barkach dzwigac rodzine, nie na przymus, nie kierowaniem zachowaniami partnera, bo to nie samochodzik na pilota

piszesz, ze najwyrazniej masz inne zasady jak Twoj maz, wczesniej ich nie mialas? nie widzialas, ze sie Wasze zasady roznia? o czy myslalas? ze po slubie sie odmieni nagle? tak nie ma, charaktr czlowieka nie ksztaltuje sie z dnia na dzien, z tygodnia na tydzien, to trwa latami, a czasem nie udaje sie kogos zmienic, to tylko ciagla walka z wiatrakami, nie majaca nic wspolnego ze szczesciem rodzinnym o tym co sobie wyobrazalas

Agulkap
25 kwietnia 2008
acha,a propo kompromisu z mojej strony,powiedziałam,ze nie będzie musiał czuć się jak w klatce,ponieważ rozumiem ,że każdy potrzebuje tej chwili dla siebie,więc jeśli bedzie chciał to bez problemu ,ale nie może postępować tak jak do tej pory,zaniedbywanie rodziny i na dodatek jeszcze chce nas zostawiac wtedy gdy go potrzebujemy.

(?)
25 kwietnia 2008
nastepny blad, dajesz i zarazem karcisz
jezeli juz sie tak stalo, jak sie stalo, ze zalozylas rodzine z kims calkowicie nieodowiedzialnym naucz meza tej odpowiedzialnosci, ale nie metoda marchewki i kijka, np pod pozorem zalatwienia jakis spraw zostawiaj czesciej synka z nim samym, najpierw na np pol godz, pozniej na dluzej, zachecaj do czestrzego kontaktu z dzieckiem poprzez zabawe, wyjscie na spacer, madrze wlaczaj meza w obowiazki domowe udajac np, ze czegos nie umiesz, nie mozesz zrobic, pochwal go za to, przytul sie do niego, okazuj mu rowniez swoje zainteresowania, zeby chcial byc z Toba nie z kumplami

Agulkap
25 kwietnia 2008
W pełni się z Tobą zgadzam Wredotko ;),dlatego powiem Ci co naprawdę czuję,otuż nie jestem w pełni usatysfakcjonowana,tym naszym pogodzeniem się ,bo tak jak napisałaś,to nie jest kwestia dnia ,czy miesiąca,czy roku i człowiek się zmienia na lepsze,moje zasady były takie same kiedy zaczynalismy ze soba być,ale człowieka poznaje się czasem po jakimś czasie,duży wpływ ma zmiana sytuacji w jakiej się znajdujemy,nie od razu mieszkalismy razem i mieliśmy problemy takie jak teraz zwiazane z tym,że jest dziecko,brak czasu,zmęczenie w trudzie życia okazuje się kto tak naprawde jest silny,mój mąż wymięka stwierdził kiedyś ,ze dziecko nie bedzie problemem,w tym,ze chce gdzies wyjsc..........

(?)
25 kwietnia 2008
oczywiscie, ze przyjcie na swiat dziecka wywraca zycie do gory nogami, dziecko absorbuje duzo czasu, wkrada sie zmeczenie, stres, ale to dotyczy obojga nie tylko Ciebie, problem jest w tym, ze nie umiecie oboje poswiecac czasu sobie, Ty w pretensjach, ze nie masz meza kiedy go potrzebujesz, bo jestes zmeczona ect, maz wykonczony po pracy, ze nie masz dla niego czasu, nie ma juz tego luzu, czestrzych wyjsc z domu, ale wcale nie musi tak byc, meza mozna wdrozyc w sprawy domowe, dziecko wczesniej polozyc spac, zorganizowac jakas mila wspolna kolacje, czasami dziecko podrzucic dziadkom i czas poswiecac sobie, nie musisz byc uwiazana do dziecka 24 na dobe i zadac tego samego od meza, potrzebujecie swojej bliskosci, pobycia tylko we dwoje, bo taka jest natura czlowieka, inaczej wkradaja sie pretensje, niechec, zlosc, frustracje, klotnie i kazde z Was idzie swoja strona i nie ma tak, ze maz nie chce brac udzialu w zyciu rodziny, nie wie tylko jak ma to robic i jak sie do tego zabrac, czasem potrzebny mu drogowskaz, ale nie pretensjonalny, a skoro je tylko slyszy daje sobie siana
bycie rodzicem, nie znaczy bycie niewolnikiem :)

(?)
27 kwietnia 2008
Ja Ci odpowiem,opierajac sie tylko na moim doswiadczeniu.Moj maz jak pobralismy sie mial 22 lata.Od poczatku probowalam zajsc w ciaze,ale mialam zaburzenia i nie bylo to mozliwe.Maz powtarzal,ze jak kiedys na swiat przyjdzie nasze dziecko to bedzie wszystko ze mna przy nim robil i stal przy lozeczku i patrzyl na nasze szczescie.Jednak kiedy urodzila sie corka 2 lata po slubie szcesliwy maz wydluzyl sobie "pepkowe" do kilku tyg,potem po 6 m-cachkiedy okazalo sie z 2 raz jestem w ciazy tez swietowal sporo czasu,no a kiedy urodzil sie rok po corce syn to oszalal ze szczescia swietujac znowu kilka m-cy.



Nigdy nie gderalam,nie prosilam.Uwazam,ze pewien typ facetow niemowleta postrzega jako lalki-ani z tym nie porozmawia,nie zagra w pilke itp.A faceci przeciez lalkami sie nie bawia.Nikogo do niczego nie zmusisz-to tak jak Ciebie maz by zmuszal do dlubania w aucie no bo jest "Wasze".
Nie chcialam byc zaplakana zeschizowana mama-karmilam piersia i wiedzilam ze sam ten fakt wymaga spokoju.Zaczelam wiec zyc jak samotna matka .Robilam tylko to,co dla mnie i dzieci bylo potrzebne.Jak chcialam zrobic cos dla siebie (makijaz,farba itp) kladlam dziecko w lezaczku tak zeby mnie widzialo i gadalam do niego spiewalam mu.Tak samo bylo przy obowiazkach domowych.Ponadto znikalam na cale dnie-tu i tam umawialam sie na spacery z matkami,ojcami czy calymi rodzinami.
Z mezem rozmawialam spokojnie,ale "obojetnie",seks troszke ograniczylam tlumaczac,ze z 3 dzieckiem sama sobie nie poradze.
Dalam mu spokojny czas na dojrzenie do roli ojca.Gdybym wymuszala to na nim,pewnie nigdy by sie nie zaangazowal lub rozwiedlibysmy sie.
Dzieci zawsze byly spokojne i szczesliwe,ja mialam na wszystko czas,wyciszylam sie.
Zalezy,z jakiego powodu bierze sie slub.U nas byla to milosc-szalona i o sile tornada.
Dlatego po jakims czasie maz zauwazyl ze zyjemy obok niego, i to nawet calkiem fajnie.Nie wiem czy sie wystraszyl,ze juz tak zawsze bedzie,czy bal sie ze nas straci.Powoli kiedy zaczal przejawiac swoje zainteresowanie zaczelam razem z nim wprowadzac go w swiat dzieci i obowiazkow rodzicielskich.Kochalam go zawsze,on mnie tez wiec nasze relacje dzieki wiekszej ilosci czasu spedzanego wspolnie staly sie naprawde dobre.


Dzis dzieci maja 8 i 9 lat .Maz od 6 lat jest fantastycznym zaangazowanym ojcem,dzieci go uwielbiaja .
Nam w pazdzierniku "stuknie" 11 rocznica.Jestesmy dla siebie wspanialymi malzonkami ,przyjaciolmi ,kochankami...

Masz dziecko,skoncentruj sie na nim,na sobie.Musisz byc twarda.Oczekiwanie naglej cudownej przemiany,gderanie,awanturowanie sie,proby zmienienia czegos na sile wbrew czyjejs woli to tylko marnotrawienie energii i uszczuplanie pozytywnych wrazen i czasu dla dziecka.Ono jest teraz najwazniejsze.
Maz jak kocha ,to dojrzeje