Ja zrobiłam włam do szpitala z kumpelą :D Jej chłopak tam leżał na coś drobnego, chciałyśmy go odwiedzić a Pan stróż pod bramą powiedział że odwiedziny są do 17:00 a poza tym to na razie nie ma odwiedzin bo panuje wirus (coś jak grypa) i nie ma odwiedzin przez tydzień. Wpadłyśmy na fantastyczny pomysł :D Robimy włam :D Trzeba było tylko zejść kawałek dalej, wejść na posesję domku jednorodzinnego, tam przez płot do jakiegoś ośrodka, tam przez drugi płot, potem jakieś 20 metrów w krzaczorach i znowu płot, ostatni płot i przejście pod bramą, cichaczem żeby Pan stróż nas nie zauważył do bocznego wejścia i już jesteśmy w środku :D Kilka rundek po korytarzu na wózkach inwalidzkich aż prawie najechałyśmy na lekarza, po naganie wzrokowej grzecznie poszłyśmy w odwiedziny :D Miałyśmy po 17 lat, była zima, ciemno, błoto a my w butach na obcasie z torebeczkami po gąszczach, krzakach, ziemi... było wesoło, prawie płakałyśmy ze śmiechu w pewnych momentach... niestety wracać też musiałyśmy tą samą drogą, przypadkiem jedna z nas zauważyła że od tej pierwszej bramy jest droga i wyjazd z terenu szpitala, wystarczyło porostu przejść tylko pod tą jedną bramą...
aniolekola - opowiedz jak było na prawdę :D